Transkrypcja artykułu
Wspomnienie z lat II wojny światowej
Tragiczne losy dwóch bohaterów z Przystajni
Przystajnia to moja rodzinna wieś. Chciałabym — na łamach „Ziemi Kaliskiej" — przypomnieć fragment historii tej miejscowości, związany z tragicznym okresem II wojny światowej. A przede wszystkim pokazać sylwetki dwóch bohaterów z tamtych czasów.
Obaj pochodzili z chłopskich rodzin, a zostali nauczycielami. Obaj byli oficerami Wojska Polskiego. We wrześniu 1939 roku wzięli udział w wojnie obronnej. Byli ciotecznymi braćmi. Nosili to samo imię — Franciszek; i to samo nazwisko — Krawczykowski. Jeden z nich był rodzonym bratem mojej matki, drugi kuzynem.
Konspiracja w stodole
Po zakończeniu działań wojennych brat mamy wrócił do Przystajni i zorganizował tu podziemną jednostkę Armii Krajowej. Siedzibą organizacji był dom rodzinny Krawczykowskich, w którym mieszkała także moja rodzina. Do organizacji należeli mężczyźni z Przystajni, Godziesz, Ostrowa Kaliskiego, Raduchowa, Świerczyny, Wielowsi Klasztornej. Przyjeżdżali też panowie z Koźminka, Liskowa, Opatówka i Kalisza. Zebrania odbywały się dwa razy w tygodniu wieczorem w zamaskowanej części stodoły. Mój ojciec, Antoni Bijacik miał za zadanie w tym czasie patrolować obejście.
Matka była łączniczką, jej zadaniem było dostarczanie dokumentów. Materiały te nosiła w zwyczajnym koszyku, pod warstwą sieczki i jaj. W oborze koryta dla krów miały podwójne dna, gdzie ukrywano jakieś dokumenty, prasę, książki.
Zabrali go na Jasną
Żyliśmy w ciągłym strachu. Matka bała się o życie brata, który dla uspokojenia powiedział jej kiedyś, że zawsze nosi przy sobie obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej i cyjanek potasu. Mama tłumaczyła mi, że wujek ma specjalne zezwolenie od księdza spowiednika, aby wziąć truciznę, gdy nie będzie już mógł wytrzymać tortur.
Niestety, nie dane mu było skorzystać z takiej ucieczki. Zabrano go niespodziewanie w upalny dzień 3 września 1943 roku, kiedy nie miał na sobie marynarki. Zawieziono go na ulicę Jasną w Kaliszu, gdzie był okrutnie torturowany, ponieważ nie chciał zdradzić nazwisk członków organizacji ani też inicjatorów zrzutów broni z samolotów w lasach Wielowsi Klasztornej. W ciągu tygodnia został wykończony.
Helena Orłowska
Autorka wspomnień. W latach 1948–80 pracowała w Przystajni jako nauczycielka, czasowo także kierując szkołą. Od 1980 roku mieszka w Zakopanem. Relacja oparta jest na osobistych wspomnieniach i rozmowach z matką.
Franciszek Krawczykowski
Wuj autorki wspomnień, nauczyciel, autor podręczników szkolnych, działacz AK, zamordowany przez Niemców w 1943 roku. Jego imię nosi ulica w Brzezinach. Zdjęcie wykonane około 1930 roku.
Rosyjska ciężarówka
Gdy już ochłonęliśmy ze strachu zjawił się drugi Franciszek Krawczykowski — kuzyn zamordowanego wuja — który walczył w Powstaniu Warszawskim — a po jego upadku wrócił do rodziny w Grabowie nad Prosną. Gdy matka z nikłym płomykiem radości zareagowała na jego widok, pokazał jej pręgowate blizny na głowie — z komentarzem: „Nie Niemcy mi to zrobili". Po kilku dniach podjechała pod jego dom ciężarówka z rosyjską obsługą. Zabrali jeńca i odjechali. Słuch o nim zaginął.
Takie były losy dwóch bohaterów z Przystajni. Dziś przypomina o nich jedna z ulic w Brzezinach. To ulica Franciszka Krawczykowskiego. Kiedy byłam jeszcze nauczycielką w szkole w Przystajni, nie mogłam moim uczniom pokazać tych pięknych sylwetek. Czynię to teraz — z najgłębszej wewnętrznej potrzeby.
Helena Orłowska